Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 lipca 2015

Pół roku z głowy, czyli kosmetyczni ulubieńcy czerwca!




Witajcie, dzisiaj będzie o ulubieńcach z całego półrocza oraz tych z ostatniego miesiąca. Z racji tego, że nie prowadziłam regularnych notek ostatnimi czasy, postanowiłam przygotować przegląd ulubieńców kosmetycznych z połowy roku 2015. Zapraszam!



Krem długotrwale nawilżający, Barwa Siarkowa, firmy Barwa. Mam cerę mieszaną z dużą skłonnością do zaskórników, jednak ostatnio moja skóra twarzy zaczęła się miejscami przesuszać i z tego powodu sięgnęłam po ten krem. Kosmetyk ten ma lekka kremowo-żelową konsystencję, szybko się wchłania, nie zapycha i dobrze nawilża. Mam wrażenie, że po nim moja skóra jest idealnie nawodniona. Jedyną na dłuższa metę męczącą rzeczą jest zapach, po dłuższym stosowaniu zaczyna troszeczkę męczyć, jednak można mu to wybaczyć. Dodatkowymi plusami jest to fakt, że to polski produkt oraz jego niska cena.



Vichy Capital Soleil, Aksamitny krem ochronny do twarzy SPF 50+.  Zastanawiając się czy wybrać ten krem czy jego matującego brata oraz biorąc pod uwagę przesuszoną skórę twarzy, zdecydowałam się na tę wersję. Bardzo ładnie się wchłania, przyjemnie pachnie i nie zauważyłam zapychania. Wiadomo nie matuje, zostawia delikatną poświatę, która szybko można zmatowić pudrem (osoby które dążą do "kredowego" matu nie będą zadowolone). Bardzo dobrze chroni, o czym przekonałam się w czasie weekendu na Węgrzech.


Miyo, Skin Care Powder, Puder ryżowy. Tani, nie zapychający i nie pylący puder matujący.  Opakowanie może nie jest zbyt urocze, jednak wykonane z solidnego plastiku. który idealnie nadaje się do noszenia w torebce i używania w czasie szybkich poprawek w ciągu dnia. Troszkę bieli, więc po aplikacji musimy chwilkę poczekać, jednak nie wpływa on na kolor podkładu. Efekt matu, który daje jest troszkę płaski i nie każdemu może się spodobać. Za tą cenę naprawdę jest warty wypróbowania.





12H Matt Mousse Make up, 010 Soft Ivory, Catrice. Szukałam idealnego lekkiego podkładu, który nie będzie robił maski. Po kompletnej klapie z Healthy Mix zdecydowałam się na podkład w musie od Catrice (dodatkowo skusiła mnie promocja w Hebe i jego cena ok. 13 zł). Dwa miesiące temu był dla mnie za ciemny, jednak teraz jest idealny. Ładnie stapia się z cerą, nie wchodzi w pory, nie utlenia się do pomarańczy, nie tworzy maski i dobrze kryje niedoskonałości. Na letnie miesiące uważam go za mój must have. Jednak na jesień i zimę będę szukać czegoś innego, może nawet znowu spróbuję minerałów.














Ziaja, Bio-żel pod oczy i na powieki kojący, ze świetlikiem. Przyjemny kremik pod oczy, używam go głownie rano, wtedy najbardziej widzę jego kojące działanie. Nie mam dużych problemów z cieniami, jednak po jego zastosowaniu rano skóra wokół oczu jest ładnie rozjaśniona. Nie klei się, szybko się wchłania i jest bezzapachowy oraz ma niską cenę. U osób, których skóra wokół oczu wymaga większej pielęgnacji raczej się nie sprawdzi i polecałabym bardziej bogate kremy. Sama też rozglądam się za bogatszym kremem na noc, jednak jeszcze nic mnie nie zachwyciło. Coś polecacie?

La Roche Posay, Effaclar Duo, krem eliminujący niedoskonałości, wersja bez plusa. Jeden z największych moich ulubieńców, który pomógł mi kiedy nastąpiło u mnie pogorszenie cery. Ma lekką konsystencję, która szybko się wchłania i nie tworzy lepkiej warstwy. Lekko zwęża pory i troszkę matuje, nie zapycha. Delikatnie złuszcza skórę, jednak nie powoduje podrażnienia, po jego stosowaniu szybciej goją się zaognione pryszcze. Dzięki wodnistej konsystencji jest bardzo wydajny, a jego kwiatowy zapach dodatkowo umila jego stosowanie. Jedynym jego minusem jest dość wysoka cena i trzeba szukać go na promocjach. Jestem też bardzo ciekawa jak sprawuje się nowa ulepszona formuła.

Potrójny kwas hialuronowy 1,5%, Zrób Sobie Krem.pl. Kto nie słyszał o półproduktach szybko powinien nadrobić zaległości i spróbować. Kwas ten to półprodukt wielozadaniowy. Stosuję go jako dodatek do maseczek i kremu, aby stały się bardziej nawilżające. Czasami mieszam go z olejem i stosuję na mój przesuszony skalp. A czasami dodaję go również do odżywki czy maski do włosów. Szybko łagodzi i koi wszelkie podrażnienia, skóra staje się napięta i gładka oraz odnoszę wrażenie, że zwiększa właściwości stosowanych kosmetyków i kremów. Na włosach i skalpie też doskonale się spisuje, skalp jest nawilżony, a włosy błyszczące.




Volume Million Lashes, So Couture, So Black, L'Oreal. Tusz zachwalany przez pratycznie cały blogerski światek, który i mnie się spodobał. Ma ładny czarny kolor, ładnie podkreśla i pogrubia rzęsy. Jednak trzeba z nim umiejętnie postępować, gdyż można sobie nim skleić rzęsy. Moje rzęsy są dosyć długie i gęste, więc jedna warstwa tuszu w zupełności mi wystarcza. Jednak tusz ten ma daw minusy: wysoka cenę oraz męczący zapach, który szybko się ulatnia i długo jest wyczuwalny.v

Paleta Oh So Special, Sleek Make Up. Również sława blogosfery, czyli paleta 12 cieni, w tym 8 matowych i 4 perłowych. Bardzo ładne zestawienie kolorystyczne, idealne do makijażu dziennego jak i wieczorowego. Cienie są średnio napigmentowane, bez bazy musimy sporo się napracować aby uzyskać bardziej wyrazisty efekt. Cienie idealne dla osób, które zaczynają swoją przygodę z makijażem oraz takich, które nie potrzebują wielkich ilości cienie i milionów kolorów. Ot taka idealna paleta na co dzień. Jednym minusem jest to, że cienie mogą się osypywać, szczególnie perłowe kolory. Plastikowa kasetka wyposażona jest w lusterko i aplikator. Jednak z moimi zdolnościami aplikator i lusterko nie wyszły najlepiej. Dostępna głównie online, cena bez promocji ok. 40 zł.




Avon, Szminka Ultra Colour Absolute, odcien Caring Coral. Bardzo intensywny, koralowo-czerwony z nutka pomarańczy kolor, który mam wrażenie, że podbija moją tęczówkę i optycznie wybiela zęby. Opakowanie jest ładne, trwałe i możemy mieć pewność, że nie otworzy się ono w torebce. Konsystencja jest dość twarda i zbita, jednak nie ma problemu z jej nakładaniem i rozprowadzeniem. Kolor jest ładnie nasycony, z delikatnym połyskiem, a dodatkowo odcień schodzi równomiernie w ciągu dnia. Nie wysusza i nie podkreśla suchych skórek. Cena katalogowa trochę wysoka, jednak często można spotkać promocję na szminki w Avonie.


Naturalny  Bio Olej krokoszowy firmy Etja. To mój stosunkowo nowy nabytek, jednak bardzo polubiłam ten produkt. Stosowany na skórę twarzy ładnie nawilża oraz działa przeciw zapalnie, wszelkie zadrapane pryszcze lepiej się po nim goją. Czytałam, że jednak może zapychać, więc bacznie go obserwuję, bo moja cera ma do tego tendencję. Stosowałam go na włosy i też świetnie się sprawdził. Nakładam go około 2-3 godziny przed myciem, po tym czasie zmywam i włosy są ładnie nawilżone, błyszczące i nie obciążone. Podobno ma właściwości spowalniające odrastanie włosów i jest polecany po depilacji, jednak ja takiego działania nie zauważyłam i dla mnie to totalna bujda, więc nie ma co się obawiać nakładania go na skalp. Zobaczymy czy dalej będzie się dobrze sprawdzać.

Ziaja, Kozie Mleko, Krem do rąk i paznokci. Mój faworyt, sprawdził się lepiej niż sławny krem Isany. Bardzo szybko się wchłania, nie lepie się i nie pozostawia tłustej warstwy na dłoniach. Bardzo dobrze nawilża, skóra dłoni jest ugładzona i mięciutka. Nie zauważyłam jednak jego wpływu na paznokcie, jednak nie wymagam tego od kremu do rąk. Minusem jest dla mnie jego zapach, bardzo pudrowy i babciny. Jednak za taką cenę i jego cudowne działanie, jestem to wstanie wybaczyć.

Blistex, Lip Relief Cream, Regenerujący balsam do ust. Bardzo dobry balsam do ust, który niesie szybka pomoc bardzo przesuszonym ustom. Jego konsystencja jest w sam raz, ani za rzadka ani za gęsta. Kolor jest biały, przez co musimy uważać stosujac go w ciagu dnia, ponieważ możemy skończyc z lekko białymi ustami, jednak po paru minutach balsam wchłania sie i biel ust znika. Najlepiej stosować go gruba warstwą na noc, a rano obudzimy sie z miękkimi i zregenerowanymi ustami. Używając tego balsamu pozbyłam sie problemu suchych skórek. Zapach ma lekko mentolowy, lecz nie jest on nachalny. Dale lekkie wrażenie chlodzenia ust, więc na zimowe miesiące radziła bym znaleźć inny balsam. Cena też jest zachęcająca do wypróbowania ok. 10 zł.



To byli by moi kosmetyczni ulubieńcy półrocza, nie ma tego za dużo ponieważ staram się stosować świadomą pielęgnację i nie "chomikować" kosmetyków. Mam jeszcze zamiar przygotować ulubieńców niekosmetycznych, jeśli mi czas pozwoli. A jacy byli Wasi kosmetyczni faworyci ostatnich miesięcy? A może macie jakieś ciekawe odkrycia?


wtorek, 2 września 2014

Gdzie ten matujący efekt?! O przygodzie z matującym kremem do twarzy z SPF 50+ z Ziaja Med


Witajcie, dzisiaj chciałabym chciałabym poruszyć temat filtrów i ochrony przeciwsłonecznej oraz wyrazić moją opinię o jednym matującym (?) kremie z filtrem.

 Słońce ma ważny wpływ na funkcjonowanie całego naszego organizmu. Wpływa na nasze samopoczucie - nie wiem jak Wy, ale ja często w pochmurne i deszczowe dni czuje się gorzej, a jak tylko odrobinę się rozpogodzi już poprawia mi się humor. Promienie słoneczne umożliwiają też syntezę witaminy D oraz pobudzają nasze ciało do wydzielania wielu hormonów. Jednak nadmierna ekspozycja może wywołać bardzo niekorzystne skutki, nie chodzi mi tylko o takie natychmiastowe jak poparzenie słoneczne. A gównie mam na myśli skutki, które pojawiają się dopiero po jakimś czasie - fotostarzenie, złośliwe zmiany barwnikowe itp.
To tyle takim króciutkim i bardzo ogólnikowym wstępem, zachęcam Was do głębszego zapoznania się z tematem wpływu promieniowania słonecznego oraz ochrony przed nim. W internecie można znaleźć mnóstwo artykułów na ten temat.

Ale do rzeczy, bo mam mówić o matującym kremie do twarzy z SPF 50+ marki Ziaja Med.



 Po wizycie u mojego dermatologa, skonsultowaniu moich przebarwień i dodatkowym ostrzeżeniu mnie przed szkodliwym wpływem promieni słonecznych na moją cerę, udałam się na poszukiwania odpowiedniego kremu z filtrem.
Wiadomo na samym wstępie moje poszukiwania zaczęły się od poszukiwań wirtualnych, a później trafiłam do apteki. I tak oto zdecydowałam się na bohatera dzisiejszego postu.



Opis producenta:

" PROBLEM: 
skóra łatwo ulegająca poparzeniom słonecznym oraz reakcjom fotouczulającym , ze zmianami barwnikowymi. 

WSKAZANIA:
skóra tłusta, mieszana, skłonna do trądziku, z przebarwieniami. Polecany przy leczeniu dermatologicznym oraz po zabiegach medycyny estetycznej. do stosowania przy ekstremalnym nasłonecznieniu, również dla osób aktywnie uprawiających sport.

EFEKT MED
- zapewnia bardzo wysoką ochronę przed promieniowaniem UVA iUVB.
- zapobiega podrażnieniom słonecznym.
- chroni naskórkowe zmiany barwnikowe - znamiona i pieprzyki.
- zabezpiecza skore przed powstaniem przebarwień. 
- neutralizuje wolne rodniki odpowiedzialne za fotostarzenie. 
- skutecznie absorbuje nadmiar sebum.
- pozostawia na skórze niewidzialną warstwę matującą. "  



A teraz moje wrażenia:
 Za ok. 18 zł dostajemy 50 ml produktu w poręcznej tubce, która zapakowana jest w kartonik. Całość opakowania jest zachowana w minimalistycznej i przejrzystej stylistyce. Po wyciśnięciu porcji produktu, naszym oczom ukazuje się gęsty krem o żółtawym zabarwieniu i delikatnym zapachu. Aplikacja kremu jest łatwa, bez problemu się rozprowadza na twarzy. Jednak niestety krem nie wchłania się do matu i pozostawia lepką warstwę na twarzy, którą musimy dość mocno zmatowić, a to zadanie do łatwych nie należy.

 Ale nie zrażona tym postanowiłam mu dać szanse, po wyjściu i 10 minutowym spacerze na przystanek autobusowy moja twarz z tym kremem była mokra i bardzo się świeciła.  Nie poddałam się i postanowiłam dać mu jeszcze jedną szanse, tym razem stosując do pod makijaż. Użyłam minimalnej ilości tego kremu, następnie użyłam podkładu Bourjois 123 Perfect Foundation i mocno zmatowiłam pudrem. Niestety efekty był podobny i szybko cały podkład spłynął mi z twarzy.

Kolejne podejście dałam mu podczas wyjazdu nad wodę i tam solo sprawdził się idealnie. Do plażowania nadaje się idealnie, pod makijaż raczej nie. Mam mieszane uczucia co do niego, postaram się go zużyć. Może w chłodniejszych miesiącach moja skóra się do niego przekona. A ja dalej szukam idealnego kremu z filtrem. Możecie mi coś polecić lub powiedzieć czego unikać? Bardzo proszę o propozycje :)


PODPIS

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

I mnie dopadł szał na niemieckie kosmetyki - zakupy w DM.

Witaj!
Tegoroczne lato nie odpuszcza i możemy czuć się jak mieszkańcy tropików. Ale do rzeczy :)

W polskiej blogosferze królują kosmetyki od naszych zachodnich sąsiadów; nie ma chyba nikogo kto nie słyszał o kosmetykach Balea, Alverde czy P2. Jednak niestety w naszym kraju nie ma drogerii DM i dostęp do nich mamy tylko przez sklepy internetowe lub przez podróże i zakupy zagranicą.
Przeglądając blogi co chwila trafiałam na recenzje niemieckich kosmetyków i niestety przepadłam. Też chciałam spróbować :D Myślałam nawet nad zakupami na stronie jakiegoś sklepu lub portalu akcyjnego, jednak postanowiłam się wstrzymać i  oto moja cierpliwość opłaciła się.
I tak będąc w połowie lipca na wyjeździe udało mi się zrobić zakupy w niemieckiej drogerii DM oraz Rossmann.

Oto moje zdobycze:














- Balea, Nawilżająca odżywka Mango + Aloe Vera - piękny zapach, owocowy, typowo letni, osobiście jestem zakochana od pierwszego powąchania, oby działanie było takie same.

- Balea, Bodylotion Malina & Trawa cytrynowa -jakoś nie przepadam za balsamami do ciała, jednak ten zapach, cudo :) Balsamu użyłam około 3 razy, jak na razie mogę powiedzieć, że bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia klejącej się warstwy i długo pachnie.

- Alverde, Żel pod prysznic z edycji limitowanej Stadtgeflüster ("Szepty miasta") - cudowny zapach, dla mnie pachnie cytrynowymi ciasteczkami i herbatą Earl Grey ♥

- Balea, Szampon Oil Repair - kolejny blogowy hit, po pierwszym użyciu włosy były bardzo nawilżone, sypkie i sprężyste. Zero obciążenia, a kosmyki ładnie dociążone. Oby taki efekt utrzymał się przy dłuższym stosowaniu.

- Balea, Peeling pod prysznic z edycji limitowanej o zapachu mandarynki i pomarańczy - cudowny, energetyczny zapach, przy tych temperaturach jest idealny.

- Sante, Szampon do włosów zniszczonych pomarańcza i kokos - kupiony w niemieckim Rossmannie, na razie czeka na swoją kolej, zapach bardziej cytrusowy niż kokosowy. 

- Balea, Mydło do rąk z limitowanej edycji Süßer Flirt o zapachu pigwy i dzikiej róży - mydełko świetnie się pieni, nie wysusza rąk i ładnie pachnie.

- Ebelin, jajko do make-up'u -  kolejny blogowy hit, uważany za odpowiednik sławnego i drogiego Beauty Blender'a. Ostatnio mam problemy z trzymaniem się podkładu, jednak może uda mi się okiełznać chwilową niedyspozycję. Na razie testuję pędzel do podkładu z Hakuro, ale na różowe jajko też przyjdzie kolej. 

- Sante, Brzozowa odżywka do włosów osłabionych - również zakupiona w Rossmannie, jeszcze jej nie używałam, też czeka na swoją kolej. Kupiłam ja ze względu na olej z orzeszków ziemnych w składnie, dodatkowo ma piękny ziołowy zapach.   

I oto są moje zakupu z Zachodu, marka Balea zdecydowanie zdominowała moje zakupy. Mam jednak nadzieję, że uda mi się przy najbliższej okazji zrobić jeszcze zakupy w drogerii DM, może tym razem skusze się na coś z kolorówki. A Wy co polecacie z drogerii DM?

Pozdrawiam 


PODPIS